Siłownia na diecie wegańskiej – hit czy totalny hardkor? Moje przemyślenia

Siemanko! Ostatnio rozkminiałem temat, który rzadko pojawia się w fitnessowym świecie w naprawdę szczery sposób. Zazwyczaj słyszymy albo skrajny zachwyt („rośliny dają supermoce!”), albo totalny hejt („bez mięsa nie ma mięśni”). Jak to wygląda naprawdę? Czy da się rzeźbić formę i dźwigać ciężary, jedząc tylko roślinki?

Z czysto naukowej i technicznej strony – tak, da się i to z powodzeniem. Kiedy spojrzymy w badania, sprawa jest prosta: mięśnie potrzebują paliwa (węglowodanów) i budulca (białka). Jeśli dostarczysz odpowiednią ilość kalorii, a białko podbijesz do jakichś 1,6–2,2 g na kilogram masy ciała, to organizm urośnie. Zamiast kurczaka wrzucasz na talerz tofu, tempeh, seitan, soczewicę czy fasolę. Do tego dochodzi tona antyoksydantów z warzyw, co potrafi mega przyspieszyć regenerację po ciężkim treningu. Brzmi jak bajka, co nie?

No dobra, to teraz czas na kurtynę prawdy i moje osobiste przemyślenia, bo teoria to jedno, a życie to drugie.

Po pierwsze: Jeśli jesteś młody, to szczerze Ci to odradzam.


Kiedy Twój organizm jeszcze rośnie, rozwija się i potrzebuje mnóstwa łatwo przyswajalnych składników, ucinanie całych grup produktów to proszenie się o kłopoty. Łatwo o niedobory, które mogą odbić się na zdrowiu. W tym wieku lepiej skupić się na solidnym, zróżnicowanym jedzeniu, a nie na eliminacyjnych rewolucjach.

Po drugie: Bądźmy szczerzy – to po prostu większości ludzi nie smakuje.


Można zaklinać rzeczywistość, ale wegańskie zamienniki mięsa czy specyficzny smak strączków i tofu dla kogoś wychowanego na tradycyjnej kuchni to często kulinarna ściana. Trzeba się naprawdę nieźle nagimnastykować w kuchni i użyć tony przypraw, żeby to jedzenie dawało autentyczną frajdę z jedzenia.

Po trzecie: To jest prawdziwy LEVEL HARD.


W porównaniu do zwykłej, zbilansowanej diety (gdzie wrzucasz na patelnię kurnika, ryż, warzywa i masz spokój), weganizm to wyższa szkoła jazdy. Masz tu do czynienia z gorszą wchłanialnością białka roślinnego, więc musisz kombinować i łączyć różne źródła w jednym posiłku. Do tego dochodzi wieczna walka o mikroskładniki. Witaminę B12 i D3 musisz suplementować na dzień dobry. Podobnie z kreatyną i omega-3. Do tego żelazo, cynk, wapń… przypomina to bardziej zabawę w małego chemika niż normalne jedzenie.

Mój Werdykt


Jeśli masz na to zajawkę, masz już w pełni rozwinięty organizm, a do tego odpowiedni budżet (bo dobra dieta roślinna i cała ta suplementacja potrafią szarpnąć po kieszeni) – próbuj śmiało! Da się w ten sposób zrobić formę życia. Pamiętaj jednak, że wybierasz ścieżkę dla zaawansowanych. To nie jest lekki i przyjemny spacerek, tylko ciężka, codzienna logistyka.

A jakie jest Wasze zdanie? Próbowaliście kiedyś odstawić mięso przy ciężkich treningach, czy jednak prawilny kurczak z ryżem to dla Was świętość? Dajcie znać w komentarzach!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *