Czy produkty influencerów to TYLKO marketingowy śmietnik? (Spoiler: nie zawsze!) 🤔

Siemanko! Dzisiaj pogadamy o temacie, który rozgrzewa do czerwoności sklepowe półki i internetowe fora. Chodzi o produkty sygnowane twarzami influencerów, youtuberów i sportowców.

Wiadomo, jak wygląda ogólna narracja w mediach: „influencerskie jedzenie to sam cukier, tablica Mendelejewa i bezczelne wyciąganie kasy od dzieciaków”. I umówmy się – w wielu przypadkach trudno się z tym kategorycznie nie zgodzić. Jednak świat nie jest czarno-biały. Zauważyłem, że w tym całym komercyjnym szaleństwie mało kto dostrzega drugą stronę medalu. A prawda jest taka, że niektórzy twórcy naprawdę starają się przemycić do diety swoich widzów coś lepszego.

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze i zobaczmy, czy w influencerskich lodówkach da się znaleźć coś zdrowego!

😈 Ciemna strona mocy: Kiedy marketing wygrywa ze zdrowiem

Zanim przejdziemy do plusów, musimy uczciwie nazwać rzeczy po imieniu. Większość hitów sprzedażowych z TikToka czy YouTube’a to tzw. żywność wysoko przetworzona.

Głównym celem masowych produktów – takich jak ekstremalnie kwaśne żelki, chipsy o dziwnych smakach czy napoje gazowane – jest wywołanie natychmiastowego efektu „wow”. Mają uzależniać smakiem, dobrze wyglądać na Instagramie i generować ogromne zyski. W ich składzie królują syrop glukozowo-fruktozowy, utwardzone tłuszcze i tona soli. To fakt, z którym nie ma co dyskutować. Na szczęście, to nie jest cała prawda o tym rynku.

🍫 Case study: Kizo i Kizzers, czyli słodycze z głową

I tu wchodzi temat, o którym mówi się zdecydowanie za mało. Część twórców, zamiast iść na totalną łatwiznę i brać najtańsze surowce z hurtowni, decyduje się na małe kroki w stronę lepszego składu.

Idealnym przykładem jest Kizo i jego linia batonów Kizzers. Jasne, bądźmy realistami – to wciąż jest baton, a nie miska brokułów na parze czy jarmużowy koktajl. Ale spójrzmy na skład. Kizo zamiast taniego, białego cukru zdecydował się na użycie ksylitolu.

Dlaczego to ma znaczenie? Dla młodego człowieka, który i tak stoi w kolejce w markecie i ma ochotę na coś słodkiego, Kizzers staje się realną, zdrowszą alternatywą. Ksylitol nie niszczy zębów tak jak cukier i nie powoduje nagłego wyrzutu insuliny, po którym zaraz znowu chce się jeść. Ktoś tam na etapie projektowania produktu usiadł i pomyślał: „Zróbmy coś smacznego, ale nie ładujmy w dzieciaki czystego cukru”. I za takie podejście należą się wielkie brawa.

🏃‍♂️ Sportowcy w grze: Robert Lewandowski, Iga Świątek i „mniejsze zło”

Kolejna ciekawa nisza to topowi sportowcy. Kiedy widzisz na butelce twarz Roberta Lewandowskiego albo Igi Świątek, najczęściej masz do czynienia z napojami funkcjonalnymi lub izotonikami (jak np. Oshee).

W świecie fit-ortodoksów ortodoksyjni dietetycy potrafią kręcić nosem, że klasyczny izotonik z marketu ma w sobie barwniki czy substancje słodzące i że „najlepsza jest czysta woda z cytryną”. No dobrze, w idealnym świecie tak jest. Ale spójrzmy na realne życie i nawyki nastolatków.

Jeśli młody chłopak lub dziewczyna zamiast kolejnej puszki przesłodzonej coli, napoju energetycznego czy ryczącego od chemii „oranżady” wybierze izotonik sygnowany twarzą Igi albo Roberta, to ich organizm wyjdzie na tym o niebo lepiej. Dlaczego? Bo w tym napoju są przynajmniej elektrolity. Nawadnia on organizm znacznie skuteczniej niż czysty cukier w płynie. To świetny przykład strategii „mniejszego zła” i podświadomego promowania aktywnego trybu życia.

🧐 Mój werdykt: Czy warto kupować produkty od influencerów?

Jak to zwykle bywa – to zależy. Ślepe kupowanie wszystkiego, co poleca nasz ulubiony YouTuber, to prosta droga do zepsutych zębów i pustego portfela. Ale wrzucanie wszystkich produktów do jednego worka z napisem „toksyczne śmieci” też jest niesprawiedliwe.

Fajnie widzieć, że rynek się zmienia. Twórcy zaczynają rozumieć, że spoczywa na nich odpowiedzialność za zdrowie milionów widzów. Pojawienie się na rynku produktów z lepszym składem (jak te od Kizo) czy promujących nawodnienie (jak u Lewego i Świątek) pokazuje, że da się połączyć zarabianie pieniędzy z robieniem czegoś dobrego.

A jakie jest Wasze zdanie? Kupujecie rzeczy od influencerów tylko z ciekawości, czy zdarzyło Wam się zostać stałymi fanami jakiegoś produktu ze względu na dobry skład? Sekcja komentarzy jest Wasza! 👇


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *